środa, 30 września 2015

Sequoia National Park

30.09
Mostu w San Francisco nie widziałam, w Yosemite National Park wodospady wyschły, mam nadzieję że Sekwoi nie wycięli :P
Kolejny motel, który polecam tym razem we Fresno - Summerfield Inn (89$) 
A tu taki fajny samochodzik sobie podjechał. Wysiadł z niego Afroamerykanin (murzyn) o 10:00 rano gdzie raczej o tej godzinie się wyjeżdża a nie przyjeżdża, chyba że wpadł tak na chwilę lub dwie chwile :)
Czeka nas dzisiaj cudowny dzień. No to zaczynamy zwiedzanie, spacerowanie, zachwycanie się a jest czym :)
Na początek Kings Canyon i General Grant Tree :) A poniżej Sequoia National Park i Big Trees Trail .
General Sherman Tree czyli największy na świecie żyjący organizm. Największy, ale nie najstarszy bo ma tylko około 2300-2700 lat
 Zawsze chciałam dotknąć sekwoi i w sumie też przytulić. I tak sobie pomyślałam co by mi takie drzewo powiedziało, pewnie by brzmiało to tak:" Spadaj mała nie dorastasz mi do korzeni".
Oj piękny widok!
A to powalone w 1959r drzewko, które ma tylko 2300 lat.
I jeszcze Mono Rock z przepięknym widokiem na dolinę i góry. Dodam, że ja dziecka nie zmuszałam, ona sama chciała wejść i zejść ze wszystkich schodów :)

I na zakończenie pięknego dnia pyszny obiad w restauracji "Gateway", którą raczej trudno ominąć bo jest jedną z nielicznych na drodze. Nie wiem czy mieli takie dobre jedzenie czy byłam aż tak bardzo głodna, bo mi smakowało i to bardzo :)

A i zapomniałam dodać, że taką szyszkę znaleźliśmy :)








wtorek, 29 września 2015

Yosemite National Park

29.09.
To nasz motel, w którym spaliśmy. Zrobiłam specjalnie zdjęcia bo był naprawdę bardzo dobry. W pokoju nawet kuchnia była dzięki czemu mogliśmy zrobić sobie porządną kolację i wypasione śniadanie :) Na terenie znajdowała się też restauracja, sklep i pralnia. Internet dodatkowo płatny(10$). Cena zaporowa(150$), ale na tym odludziu ciężko coś znaleźć więc zdecydowaliśmy się przenocować a i plusem było to, że mieścił się blisko Parku.
Dzisiaj zwiedzanie najbardziej znanych punktów widokowych. Ze względu na suszę jednego wodospadu nie było a z drogiego płynęła tylko stróżka wody.
Dla Zośli największą atrakcją była woda, błoto, kamyczki i wiewiórki. Mieliśmy czas więc wykorzystaliśmy go na spacerowanie po lesie :)


Dalej jedziemy do Fresno gdzie przenocujemy i jutro wyruszamy do Sequoia National Park. To ostatni ważny punkt naszej wyprawy, ale jak się wyrobimy to będąc w Los Angeles pojedziemy jeszcze zobaczyć Laguna Beach.

Droga do Fresno usiana jest stepami, taki trochę pustynny widok. Chodują na nich bydło pewnie na steki dla Marcina :) Jadąc tak sobie nagle wyskakują pola z winoroślami, drzewkami owocowymi czy oliwnymi. Ewidentnie wszystko jest nawadniane, bo na takim terenie normalnie by raczej nic nie rosło.


Mono Lake

28.09.

W latach 60. XX w. pięć rzek zasilających jezioro zostało wykorzystanych do zasilenia w wodę Los Angeles. Ilość wody w jeziorze zmniejszyła się prawie o połowę i wzrósł poziom zasolenia. Z daleka wygląda tak jakby brzegi jeziora były pokryte lodem.


Wild Wild West

28.09.

Droga do miasta wiedzie przez góry i ciągnie się wysoko do góry. W połowie drogi kończy się asfalt i jest droga utwardzona i jedzie się po wertepach. W tym momencie zaczęła mnie boleć głowa ze względu na wysokość 2600 m n.p.m.
W Miasteczku-widmo Bodie State Historic Park zgromadzono ponad 170 drewnianych budynków z czasów gorączki złota. Największy rozwój miasta przypadał na okres 1877-1881. Domy są w różnym stanie,jedne zniszczone mniej drugie więcej. Oryginalnej zabudowy zachowało się 5%, resztę stanowią budynki, które zostały tu przeniesione. W niektórych domach zaglądając w okna można zobaczyć zgromadzone różne rzeczy i przedmioty pokryte grubą warstwą kurzu. Miasto wygląda jak miasto duchów.


Śniadanie

28.09

W przewodniku jest napisane, że jest to jedna z lepszych knajp ze śniadaniem. Nie mogłam sobie odpuścić i nie zjeść jajek z bekonem, tostów i pancakesów:) Do picia gorąca czekolada dla Zości a dla nas Hot Apple Cider z cynamonem :) Śniadanie było na bogato. Dla Marcina to co zwykle czyli specjalny hamburger.

Lake Tahoe

27.09
Dotarliśmy do miejscowości South Lake Tahoe. Urokliwe górskie miasteczko. Domki letniskowe w lesie, mnóstwo ścieżek, przepiękny las, mogła bym tu zostać, lubię takie miejsca no i ewidentnie kocham góry. Miasto leży na granicy Kalifornii z Nevadą. I tak oto po jednej stronie ulicy możesz pić alkohol a po drugiej stronie musisz go skrzętnie ukrywać. Po stronie Nevady stoją wielkie hotele z kasynami co wygląda koszmarnie jak dla mnie kiczowato. Strona Kalifornijska zdecydowanie przypadła mi do gustu z tymi małymi drewnianymi domkami.
Jezioro z czystą wodą nic tylko tak sobie siedzieć i patrzeć :)




sobota, 26 września 2015

Alcatraz

25.09
Zośce też się dostało :)
Dzisiaj dzień bez samochodu. Podróż z Oakland do Sam Francisco pokonujemy autobusem i pociągiem. Na początek słynne więzienie Alcatraz. Bilety kupione chyba dwa tygodnie temu przez internet. Na szczęście jest poza sezonem więc nie było aż tak ciężko. Jeżeli chce się konkretny dzień i konkrentną godzinę to trzeba rezerwować z dużym wyprzedzeniem. Warto zwiedzić, na mnie robiło wrażenie, bo nigdy w więzieniu nie byłam :) Trafiliśmy jeszcze na przewodnika, który pokazywał jak działał mechanizm zamykania i otwierania drzwi do każdej celi albo jak uruchomić wszystkie na raz. Brzegi otwartych cel były wymalowane na czerwono żeby przy zamykaniu było widać czy któryś z więźniów nie podkłada ręki albo nogi. Chętnych by trafić do szpitala było wielu :)
Czas na obiad! Przechodzimy sobie spacerkiem przystań i docieramy do Fisherman's Wharf "Nabrzeże Rybaków", choć rybackich barek tu nie spotkasz, chyba że bladym świtem, to w powietrzu zapach zupy rybnej ewidentnie jest. Miejsce usiane restauracjami i straganami ma swój niepowtarzalny klimat.
Po obiedzie czas na przejażdżkę zabytkowym tramwajem :)
Nawet jak termometr wskazuje wysoką temperaturę warto mieć ze sobą bluzę, trochę wieje :)



Oakland

25.09
Ciekawe miasto, nie wielu białych można spotkać. Zamieszkaliśmy w motelu, którego nie polecam. Jack London Inn radzę omijać szerokim łukiem. Przekonała nas cena, bo w San Francisco dość drogo motele wychodziły. Położenie motelu też zadziwia, bo znajduje się tuż obok przepięknej promenady nad samą zatoką. Widok z okna poniżej na zdjęciach. Atrakcją mieszkania w tym motelu były też przejeżdzające co jakiś czas trąbiące głośno pociągi. Niebywałe, że przejeżdżały środkiem głównej ulicy tuż za promenadą. Na szczęście w nocy nie jeździły i spokój był aż do 5:00 rano :) Mieszkaliśmy tu dwie noce, była to nasza baza wypadowa do San Francisco.

 

Golden Gate Bridge

26.09
Dzisiaj w planach objechanie San Francisco samochodem. Omijamy China Town i dzielnicę gejowską. Przejeżdżamy Lombard Street. Z dołu wygląda jak by te wszystkie kwiaty wylewały się na ulicę. Następnym punktem zwiedzania jest Coit Tower zrozciągającym się z niej pięknym widokiem na miasto i okolicę. Następnie Palace of Fine Arts gdzie jak widać na poniższym zdjęciu jest atrakcją nie tylko dla turystów ale i Par Młodych. Komentować sukni ślubnej Panny Młodej nie będę i sztucznego bukietu też nie :)


I nadszedł ten moment, w którym zobaczę z bliska TEN most. I sobie zobaczyłam MGŁĘ, która zasłoniła dosłownie wszystko i jeszcze przez nią temperatura spadła z 30*C do 17*C. To by było na tyle! Na zdjęciu wklejony most.
To tyle z naszego zwiedzania San Francisco, czas goni trzeba ruszać dalej. Jeszcze trzeba znaleźć po drodze sklep z wózkami dla dzieci. Jak się okazało, ubezpieczyciel zwróci nam pieniądze za zakup nowego wózka. To zajęło nam dużo czasu i zrobiło się już bardzo późno 21.00 na zegarku. Znalezienie miejsca w jakimś motelu graniczyło z cudem. Ale Amerykanie są bardzo pomocni i jedna Pani z recepcji znalazła nam pokój,ostatni pokój w dobrym motelu dwie miejscowości dalej. Na własną rękę byśmy napewno nic o tej godzinie nie znaleźli. Z doświadczenia wiem, że jak się jest w podróży to dobrze jest docierać do motelu w godzinach 18.00-19.00 wtedy jest największe prawdopodobieństwo znalezienia pokoju.Quality Inn & Suites (119$) można nawet nazwać hotelem jest droższy ale raz na jakiś czas warto skożystać jak się jest długo w podróży bo mają pralnie czynną całą dobę i można sobie wszystko przeprać. Śniadanie też mieli całkiem dobre jak na amerykańskie śniadanie. Polecam.


czwartek, 24 września 2015

Monterey

Piękne miasteczko, bardzo urokliwe i klimatyczne. Domeczki bo domami nie można ich nazwać, bo są malutkie cudownie wpisują się w krajobraz tego nadmorskiego miasteczka. Przejechaliśmy też bardzo znaną atrakcją turystyczną czyli 17-Mile Drive prowadzącą przez najdroższą dzielnicę łączącą Monterey z Carmel.

 

Słonie morskie

Słonie morskie były nie lada atrakcją, ale nie dla Zośki której najbardziej podobały się kamyczki, ściganie wiewiórek i karmienie ich krakersami :)
Po przepięknym dniu nie pierwszym i nieostatnim w tej naszej podróży dotarliśmy do motelu "Super 8" niedaleko Monterey. Ten motel jest o trochę wyższym standardzie jak "Motel 6" w cenie nie dużo wyższej za nocleg i nawet śniadanie ma w cenie ( choć osobiście śniadaniem bym tego nie nazwała). 

Foto post

Tutaj to ciężko coś napisać, trasa widokowa zapiera dech w piersiach. Jadąc samochodem co jakiś czas są miejsca gdzie można się zatrzymać i nacieszyć oczy każdym widokiem na przepiękne klify.