Plan nr 1
Ja i Marcin siadamy razem a teściową w miejscu gdzie jest przejście ewakuacyjne by było dużo miejsca na nogi a jak Zośka zechce się bawić na podłodze to żeby miała gdzie usiąść. Ten plan opierał się też na tym że ta trzecia osoba co siedziała by koło nas chętnie by się przesiadła gdzieś gdzie może by było wolne miejsce a my tym samym zyskalibyśmy miejsce dla Zośli. Ten plan się nie powiódł bo samolot był cały wypełniony. A że z dzieckiem można było rezerwować tylko wybrane miejsca w samolocie to Pan który był tym trzecim w naszym rzędzie miał przerąbane, bo siedział od strony korytarza.
Plan nr 2
Trzy dorosłe osoby do opieki nad jednym dzieckiem. Luzik, damy radę. Podzielimy się opieką na godziny i każdy będzie miał czas odpocząć. Piękny plan prawda? Problem był tylko jeden na zawołanie "Mama, Mama!" odpowiadała jedna osoba :) I tak oto piękny plan legł w gruzach.
Lot rozpoczął się fantastycznie Zocha zasnęła przy starcie i spała dwie godziny, więc zostało jeszcze tylko 9. Kolejne 4 godziny przebiegły sprawnie na zabawie, jedzeniu i chodzeniu po samolocie. Po 6 godzinach dopadł mnie i Zośkę kryzys. Zocha zaczęła marudzić i zaczęło się robić ciężko. A przed nami jeszcze 5 godzin!!! Kolejna godzina była wyzwaniem, pan siedzący od strony korytarza napewno nas znienawidził, jeszcze oblałam go wodą z bidonu, bo po otwarciu prysną z taką siłą że oblana byłam ja, Zośka i Pan. Pan wyskoczył z miejsca jak torpeda i zniknął gdzieś z przodu samolotu na jakieś 20 min. W tym czasie Zośka płakała chisterycznie, bo była już bardzo zmęczona. I to był moment kiedy miałam ochotę wyskoczyć z samolotu, powstrzymała mnie tylko ta niska temperatura na zewnątrz, a ja nie lubię jak jest mi zimno! Zocha zasnęła na rękach i spała tak aż do lądowania(4godziny). Usiadłam sobie z nią na miejscu teściowej i z własnych nóg zrobiłam jej wygodne łóżko opierając nogi o ścianę. Cały lot mogę zaliczyć do udanych bo w sumie Zocha spała 6 godzin, 4 godziny się bawiła a tylko 1 godzina była krytyczna. Nie wiem ja Matki mogą same podróżować z dzieckiem, podziwiam, bo ja wymiękłam. Taka długa podróż samolotem jest wykańczająca i nikt mi nie wmówi że podróż z dzieckiem jest łatwa lekka i przyjemna. A to jeszcze nie koniec....

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz